Moja walka

Po pierwsze kto?
Mam 28 lat, skończyłem studia, obecnie pracuję. Mam kochającą rodzinę i dziewczynę bez której nie wyobrażam sobie życia. I dlatego że mam dla kogo, będę walczył :P . Nawet jeśli bym nie miał i tak bym walczył - za cwanym skurczysynem jestem żeby poddac się jakiejś (słowo ocenzurowane). 

Po drugie co?

Z problemami skórnymi, nazywanymi przez dermatologów AZS zmagam się już od kilku (około 4) lat. Przeszedłem standardową i znaną większości drogę po dermatologach rozkładających ręce, przepisujacych sterydy na wizycie trwającej 3 minuty bez wcześniejszego jakiegokolwiek wywiadu (raz, po zwróceniu w dosyc ostry sposób uwagi pani dermatolog, trzymającej gotową, świeżo wypisaną receptę na kolejny steryd, czy nie powina mnie zapytac kiedy była ostatnia kuracja sterydami - usłyszałem że to jest "...moim psim obowiązkiem o tym poinformowac..." ). Po takich długich wędrówkach, wydaje mi się że wreszcie trafiłem na kogoś będącego w stanie mi pomóc. Ale o tym później. 

Teorie spiskowe

Jeszcze jakiś czas temu, gdybym usłyszał od kogoś że korporacje światowe gdzieś mają ludzi i liczy się dla nich tylko zysk (kosztem zdrowia i życia milionów ludzi), albo o tym że moje leczenie powiniem dostosowac do faz księzyca, roześmiał bym się bardzo głośno i spojrzał z dużym politowaniem na osobę głoszącą takie "brednie". Prawdopodobnie spowodowane było by to bardziej obawą o to że jeżeli przyznam się że w takie coś wierzę, to mógłbym byc uznany przez znajomych i otoczenie za paranoika z objawami schizofrenii niż samą zasadnością teorii. Prawdopodobnie czytając to macie wrażenie że oto kolejny szarlatan próbuje wcisnąc jakąś brednię. I w tym miejscu zaproponuję eksperyment, proszę o przeczytanie poniższych zdań:

Koncerny farmaceutyczne nie chcą wynalezienia leków na wiele chorób. Jest to dla nich najzwyczajniej w świecie nieopłacalne. Zamiast wynajdywania leków, wolą wynajdywac zaleczacze uzależniające pacjentów od ich produktu. Dzięki temu pacjent utrzymywany w stanie chronicznej choroby, której zaleczenie następuje po zastosowaniu specyfiku danej firmy staje się jej dożywotnim klientem (zakładnikiem). 

Rok temu roześmiałbym się bardzo głośno po usłyszeniu takiej historyjki. 

A teraz zapraszam pod link podany poniżej:

KOD: ZAZNACZ CAŁY
http://bit.ly/MFvUNn


...50 do 100 tysięcy osób...śmierc lub w najlepszym przypadku zawał serca...Robi wrażenie i daje do myślenia - przynajmniej mi. (a co gdyby ktoś na forum dla cukrzyków napisał jakiś czas temu żeby nie brac Paxilu czy Wellbutrinu, bo mogą one powodowac śmierc o czym koncerny farmaceutyczne dokładnie wiedzą, ale ze względów na zyski nie chcą tego ujawnic...?) - nie znam całej historii bardzo dokładnie, ale to co wiem jest dla mnie wystarczające.

O tym jak funkcjonują korporacje przekonałem się również na własnej skórze pracujac w nich. Za przykład podam tu moją obserwację w jednym z największych portali zakupów grupowych w Polsce. Przez krótki czas miałem nieprzyjemnośc w takim portalu pracowac. Zajmowałem się konstruowaniem ofert i pozyskiwaniem partnerów do takiego portalu. Wiadomo że taki portal funkcjonuje ze sprzedaży ofert (od tego pobiera prowizję wyszokości nawet 50%). Tak więc aby funkcjonowac, musi sprzedac "kuponów" jak najwięcej. Więc zgłasza się do różnych firm z propozycją wypromowania ich biznesu w nowy i rewolucyjny sposób. I do tego momentu wszystko byłoby OK, gdyby nie jeden szczegół: w interesie tego portalu nie jest sprzedanie kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu kuponów. Żeby wyjśc na swoje, najlepiej żeby oferta sprzedała się w tysiącach - wtedy 
a. handlowiec ma wysoką prowizję
b. firma zarabia duże pieniądze 
problem natomiast polega na tym że jest też 
c. firma która postanowiła się na takim portalu ogłosic i pod naciskiem dobrze wyszkolonego handlowca zgodziła się na dużą liczbę takich kuponów ( i taka też duża liczba kuponów się sprzedała), w wielu przypadkach może zniknąc z rynku (nie jest możliwe bowiem świadczenie usług za 8% - 15% normalnej ceny setkom, a nawet tysiącom klientów). 

więcej o procederze: 
http://techcrunch.com/2011/06/16/groupon-sales-merchants-freaking-out/

Do czego zmierzam. Pracując w takiej korporacji, każdy kolejny klient jest tylko kilkoma linijkami zapisanymi w systemie CRM i kilkoma wysłanymi mailami. Mało kto się zastanawia czy jego firma nie jest jedynym źródłem utrzymania dla całej rodziny i nad tym jakie mogą by skutki gdy taka firma przestanie istniec. Obserwując ten proces w młodej, świeżo powstałej firmie (gdzie kwoty umów były stosunkowo niewielkie) , nie jestem w stanie sobie wyobrazic jak to wygląda w międzynarodowych korporacjach. To czy kierują się one dobrem ludzi czy zyskami pozostawiam ocenie każdemu z osobna.

A co teorie spiskowe mają do AZS???

Mają i to mam nadzieję że sporo. Tak jak już wcześniej wspomniałem wydaje mi się że wreszcie trafiłem do kogoś kto będzie w stanie mi pomóc, albo przynajmniej odpowiednio zdiagnozowac, jakie są podstawy moich problemów. Dla wielu nie będzie to nowośc, ale podejrzewane są pasożyty. I tu pewnie kilka osób pomyślało siebie - "i po to tyle pisania, już dawno o tym słyszałem". Może i tak, ale dla mnie to kompletna nowośc. Zappery - że niby trzymam coś w ręku i to emituje prądy które mają mi pomóc...Leczenie w momencie kiedy jest pełnia...że co??? Ano wygląda na to że się temu poddam. CDN...

Długopisy, notesiki i kalendarzyki

Wracając na chwilę do teorii spisowych i mechanizmów działania korporacji farmaceutycznych, jakiś czas temu zwróciłem uwagę na pewną ciekawą zależnośc, mianowicie niemal zawsze lek o którym:
a. gdzieś właśnie przeczytałem (fora internetowe itp)
b. gdzieś właśnie usłyszałem (tv, radio etc)
c. i wreszcie wylądował na mojej recepcie,
w dziwny sposób powiązany jest z notesikami i kalendarzykami obecnymi w gabinetach lekarskich. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale logo Rupafinu zauważyłem ostatnio u dwóch lekarzy + wylądował na mojej recepcie, i o ile ten przypadek w niewielkim stopniu mogę zrozumiec ponieważ jest to nowy lek, który niby ma na wszystko pomagac (ja z moim AZS brałem go przez 28 dni i nie pomógł ani trochę), to np. kompletnie nie mogę zrozumiec czemu ostatnio przepisany mi został momederm, lek którego podobno nikt przez długi czas nie przepisywał...a co ciekawe zauważyłem jego logo u jednego dermatologa na notesiku + usłyszałem znaczące zdanie od Pani aptekarki: 

   "...tego leku przez jakiś czas nie mielismy, ale ostatnio znowu zaczął się pojawiac..."

Podobno pasożyty mogą powodowac zmiany w psychice, czego głównym objawem mogą byc paranoje i schizofrenie, nie wiem czy moje obserwacje są tego przykładem, może i tak, ale to znaczy że tym bardziej powinienem zabrac się za ich usuwanie. A czego dowodem są notesy i długopisy z logiem danego leku, a no tego że pewnie kilka dni przed naszą wizytą, tego samego lekarza odwiedził pięknie ubrany "handlowiec" (chociaż nie jestem pewien czy to słowo tu najlepiej pasuje, chyba bardziej pasuje "nagabywacz") który to w nieznany mi sposób (chociaż domyślam się że przekonywanie nie stanęło na samych notesikach) przekonywał lekarza żeby przepisywał pacjentom ten, a nie inny specyfik. A z drugiej strony, zastanawiazliście się kiedykolwiek czemu lekarze nie przepisują "tańszych zamienników"???. Jaki mechanizm stoi za tym że w momencie kiedy w aptece dostępne są dwa identyczne leki, lekarz przepisze niemal w 100% przypadków ten droższy??? Mi się wydaje że mają z tym coś wspólnego notesiki i kalendarzyki, Ameryki tu nie odkryłem, to tylko moje łączenie faktów, czy błędne...nie wiem, ale od jakiegoś czasu postanowiłem bardziej ufac intuicji (ku pamięci:  http://bit.ly/MFvUNn )

Dermatolodzy

Na chwilę chciałbym wrócic do tematu dermatologów. Wiedziony przekonaniem że co dwie mądre głowy to nie jedna, pomimo tego że zamierzam prowadzic moje leczenie pod opieką jednego lekarza, nie zaprzestałem odwiedzania sympatycznych pań ( spotkaliście kiedykolwiek dermatologa mężczyznę??? bo ja nie, ciekawe co za tym stoi, pewnie da się to wyjaśnic jakąś teorią spiskową, ale ja jeszcze na nią nie wpadłem :D, jak tylko coś wymyślę, dam znac ) w gabinetach dermatologicznych. No i moje negatywne opinie na ich temat zaczynają byc coraz bardziej negatywne. A czemu? Temu że one nie chcą nic diagnozowac. Mają swoje utarte metody, które uparcie stosują do każdego, przypadku. Opiszę teraz moje ostatnie doświadczenie. 

Jako że większośc swoich poczynań (pomimo tego że regularnie odprowadzam składki) opieram na wizytach raczej prywatnych, pewnego dnia postanowiłem uszczknąc chociaż odrobinę z NFZ-tu. Zapisałem się na wizyty na koszt państwa. Nieprzestraszony terminem na jaki umówiony zostałem podczas pierwszego telefonu (dzwoniłem 08.08.2012, a zostałem umówiony na 11.06.!!!2013!!!) zadzwoniłem do kilku innych przychodni. Tam nie było już tak źle. Po miesiącu oczekiwań, mogłem już się udac na wizyty (jako że chyba nigdy nie korzystałem z usług NFZ, umówiłem sie na dwie wizyty jednego dnia u różnych dermatologów). I tak też się stało, pierwsza wizyta: 

http://www.znanylekarz.pl/malgorzata-nienartowicz/dermatolog/warszawa

Wiedząc o tym jakie opinie ma ta Pani, postanowiłem byc nadwymiar uprzejmy, przestraszony i uległy. Nie chciałem żeby to że Pani dr. sie zdenerwuje wpłynęło na moją opinię o niej. Jak założyłem tak też zrobiłem, przed wejściem do gabinetu grzecznie zapukałem, zapytałem czy już, czy może jeszcze chwilkę poczekac, gdy już byłem w środku, okazało się że muszę sobie jakieś 7 minut posiedziec, bo Pani Małgorzat musi poszukac "jednostki chorobowej poprzedniego pacjenta". Żeby nie przedłużac opisu tej wizyty:

7 minuta: Pani Małgorzata nakrzyczała (posrednio na mnie, posrednio na system) za to że musiałem wypełnic jakis dokument

12 minuta: usłyszałem że jeżeli przez 2 lata nikt mi nie pomógł, to ona też nic nie poradzi

16 minuta: Pani Małgorzata zapytała co mi przepisywali inni lekarze, gdy odpowiedziałem że Fucidin krem i triderm, Pani Małgorzata odpowiedziała że ona też by to przepisała. 

I tu najważniejsze z całej wizyty:

18 minuta: zapytałem czy w takich przypadkach jak mój nie powinno się zrobic posiewu z wyprysku na rękach, usłyszałem że absolutnie nie, że jeżeli ona by wypisywała skierowania każdemu pacjentowi to...

Tak się złożyło że kierowany zaleceniami lekarza mojego lekarza, któremu zaufałem w swojej sprawie, wcześniej zrobiłem sobie takie badanie we własnym zakresie, co z niego wyszło (po kliknięciu się powiększy):

I teraz ja to rozumiem tak: 
- jak prawie każdy z AZS mam gronkowca (te badania tylko potwierdziły moje przypuszczenia)
- w badaniu wyszło że jest to gronkowiec niewrażliwy na kwas fusydowy
- od Pani Małgorzaty i poprzedniego dermatologa dostałem receptę na Fucidin. Antybiotyk, który absolutnie mi nie pomoże ( bowiem jego głównym składnikiem jest : kwas fusydowy ). Truł bym się nim na darmo.
- po skierowaniu Pani Małgorzaty na trop posiewu z wyprysku, dostałem odpowiedź, że on nie ma sensu. 
- Pani Małgorzata nie miała racji, i działała na ślepo. Nie znam zasad rozliczeń pomiędzy danym lekarzem a NFZ z wypisanych skierowań, ale jeżeli lekarz nie chce takiego skierowania z bliżej nieokreślonych powodów wypisac, to niech chociaż zasugeruje jego zrobienie we własnym zakresie. jak widac na załączonym wyzej obrazku, wbrew temu co usłyszałem, miało to sens. 

Wnioski:
Wbrew pozorom świadomośc tego co zapisują nam lekarze jak również poszerzanie wiedzy na temat choroby z którą się borykamy ma wielkie znaczenie. Jeżeli intuicyjnie coś nam podpowiada że powinniśmy zrobic dane badanie, to je zróbmy, im więcej materiałów do postawienia diagnozy tym lepiej. Jeszcze jedno. Ja przestałem ślepo wierzyc lekarzom!!! Nie nakłaniam wszystkich aby to robili, ale zbyt wiele razy przekonałem sie na własnej skórze o ich niekompetencji. Od jakiegoś czasu, staram się sam wyciągac pewne wnioski. Oczywiście mam niesamowite szczęscie że trafiłem na mojego obecnego lekarza, który to wszystko kontroluje.... CDN



2 komentarze:

  1. Cześć, bardzo chciałabym się z Tobą w jakikolwiek sposób skontaktować - myślę, że mógłbyś mi bardzo pomóc jeżeli chodzi o AZS. Pozdrawiam i czekam na odp!

    OdpowiedzUsuń
  2. atopoweciekawostki@gmail.com

    OdpowiedzUsuń